Znalazłam się w polityce przez przypadek. Intersowało mnie wiele rzeczy. Wychodziły plany biznesowe. Teraz jestem także samorządowcem. Mało nas kobiet w polityce, samorządowości... a szkoda. Mam co robić poza polityką i dlatego nie jestem od niej uzależniona.
RSS
sobota, 28 stycznia 2012

Od czasów Adama Smitha wszystkie próby zrozumienia gospodarki opierały się na
założeniu, że każdy z nas jest zwierzęciem ekonomicznym, racjonalnym i
działającym w swoim dobrze pojętym interesie. Kryzys finansowy w świecie po raz
kolejny pokazał, że to tylko część prawdy.

Poszukując dróg wyjścia z recesji, politycy, naukowcy, a nawet finansiści i bankierzy coraz częściej sięgają do najnowszych zdobyczy ekonomii behawioralnej, która bada, jak bardzo nasze decyzje są dziwaczne i niezrozumiałe. Przestaliśmy wierzyć w kryzys. Wciąż nam
się wydaje, że to jedynie media czy politycy nas straszą. Jednak jest tak, że jeśli nie  zdecydujemy się na racjonalne zarządzanie tym, co mamy – konsekwencje tak, czy inaczej nas dopadną i wtedy dopiero okaże się, że byli tacy, którzy mówili, że był czas, kiedy należało zacząć przyglądać się racjonalizacji wydatków. Zarządzanie w ogóle nie jest procesem łatwym i przyjemnym, niekiedy wymaga szybkich i nie zawsze dobrych dla ogółu decyzji. Na świecie tworzone są procedury, które pozwalają państwom, miastom czy też firmom podejmować specyficzne działania w sytuacjach trudnych. W USA czy w Wielkiej Brytanii podejmowane są strategie pomagające wyjść z kryzysów. Okazuje się jednak, że ludziom , bez względu na ich miejsce w świecie, trudno uwierzyć, że powinni z wielu rzeczy zrezygnować, ponieważ pojawiła się sytuacja wymagająca wyrzeczeń. Żyjemy w czasie przepełnionym roszczeniami: ludzie chcą mieć zapewnione wszystko, a niekoniecznie chcą brać udział w oszczędzaniu; istnieją przeciwstawiające się sobie grupy: jedni mówią: to im zabierzcie, a nam dajcie, inni mówią to samo patrząc w przeciwnym kierunku. Być może, że jest i tak z tego powodu, że mieszkańcy otrzymują sprzeczne informacje. prezydent i urząd miasta mówią: jest dobrze; Rada Miasta ogłasza stan zagrożenia finansów. Tak więc brak jednakowo brzmiącego komunikatu powoduje, że ludzie nie wierzą, w to co słyszą. Przestajemy więc wszyscy myśleć racjonalnie. Wydaje nam się, że kiedy zamkniemy oczy, rzeczywistość się nie zmieni. Nic się nie stanie, kiedy opowiemy się  w obronie tego, „jak jest”. Niech będzie, jak jest. Toteż nie decydujemy się na zmniejszanie ilości festiwali, czy nawet ich skrócenia, nie chcemy likwidować szkół, w których praktycznie prawie nie ma  dzieci, nie wstrzymujemy inwestycji, które nie są niezbędne dla funkcjonowania miasta i wciąż jesteśmy przekonani, że będzie dobrze. Stanisław Wyspiański pisał: ,tak by się nam serce miało do ogromnych, wielkich rzeczy (…)”a tu pospolitość skrzeczy.”

18:28, ziemia8
Link Dodaj komentarz »

Kontynuuję poprzedni temat. Po wydarzeniach związanych z ACTA pojawiła się we wszystkich mediach niesamowita ilość komentarzy. Wśród nich był i taki, który mnie zastanowił. Redaktor w jednej  z krakowskich gazet napisał, że protest przeciwko podpisaniu ACTA był sygnałem protestu młodych przeciwko władzy starych. Może i tak było. Zresztą zawsze w historii świata tak bywa: młodzi dość szybko stają się starymi, których rządy krytykują następni młodzi. Wszystko więc jest tak, jak być powinno i jak to zwykle bywa. Jednak mnie martwi w tym wszystkim jedna rzecz, ci młodzi, którzy eksponują bardzo wyraźnie swoje aspiracje do przejęcia władzy - są w swoich poglądach bardzo socjalni (ba, powiedziałabym nawet socjalistyczni). Opiera to się przede wszystkim na gigantycznej wprost roszczeniowości. Nam się należy, należy się innym, którzy są biedni, niezaradni etc. Nieproporcjonalna ilość młodych ludzi nawet nie usiłuje znależć zatrudnienia, ponieważ "pracy na rynku nie ma", część z nich nie pracuje i się nie uczy. Ale żąda opieki, zadbania etc. Znika gdzieś przedsiębiorczość młodych ludzi. A może "nie pytaj gdzie znależć pracę, ale kogo zatrudnić?"  I co będzie, jeśli właśnie ci młodzi przejmą władzę? Kto będzie organizował, zarabiał, porządkował, jeśli wszyscy będą "tylko żądali zadbania, ponieważ im się należy". Duch "pracy u postaw" w Europie umiera. Europa wraca do socjalistycznych korzeni, których się na krótko pozbyła (ta tzw. Europa Zachodnia).

Cytat z "Forbsa" z 2009 roku: "Zdarzyło się to w Connecticut w średniej wielkości sieci fast foodów. Jej szef miał problem z młodymi pracownikami, którzy odchodzili tak często, że nie nadążał z naborem nowych. W końcu zaczął pytać tych, którzy porzucili jego firmę, dlaczego tak postąpili. Jak się okazało, dwie trzecie z nich zrezygnowało z pracy dlatego, że grill, na którym smażyły się hamburgery, pryskał im olejem na spodnie i te nadawały się
tylko do wyrzucenia. W tej banalnej historyjce koncentrują się najbardziej charakterystyczne przypadłości, jakie HR-owcy przypisują pokoleniu Y (roczniki 1980-2000): brak lojalności wobec firmy, niska etyka pracy i problemy w komunikacji, szczególnie ze starszymi pokoleniami. Można na to jednak spojrzeć bardziej racjonalnie. Konsumeryzm spowodował, że życie młodego człowieka jest dziś coraz droższe. Dlatego młodzież coraz wcześniej idzie do pracy, zwykle byle jakiej, tylko po to, żeby zarobić na zakupy. Jeśli więc młody człowiek niszczy w pracy ubranie, na które właśnie zapracował, to zatrudnienie w takiej firmie rzestaje mieć sens."

A tak a propos tych innych (na których liczę!!) polecam: http://austriacy.pl

11:19, ziemia8
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 stycznia 2012

Pomijam sprawę i jej istotę. Nie będę jej osobiście zgłębiać. Parę rzeczy, na podstawie tego, co przeczytałam, mnie-jako człowieka o pogladach liberalnych powinno niepokoić. Po pierwsze, że sprawa została utajniona, w tajemnicy przed wszystkimi, pomimo tego, że prace nad umową międzynarodową ACTA (ang. Anti-Counterfeiting Trade Agreement) trwały dość długo.. Dopiero jak WikiLeaks ujawniła w 2008 roku kuriozalne szczegóły projektowanej umowy, trochę złagodzono niektóre jej postanowienia. Ale 1 października 2011 roku w Tokio została ona podpisana przez Kanadę, Stany Zjednoczone, Australię, Japonię, Maroko, Nową Zelandię, Singapur i Koreę Południową. Unia Europejska wstrzymała się ze złożeniem podpisu, ale potwierdziła że zamierza ją przyjąć w jak najszybszym terminie (zgodnie z jej Art. 39 ma na to czas do 31 marca 2013).  16 grudnia 2011 roku porozumienie w sprawie ACTA przyjęła Rada Unii Europejskiej.

Tutaj zacytuję fragmenty z bloga pana Gwiazdowskiego: "Co to za tajemnice się w tych „actach” kryją? Jeśli chodzi o przepisy prawa materialnego to nic szczególnego. Same tak zwane „klauzule generalne” i to jeszcze deklaratoryjne. W zakresie ochrony „praw własności intelektualnej” nie ma w owych „actach” niczego takiego, czego nie ma już w prawie polskim. Z małymi tylko wyjątkami. Ale z klauzulami generalnymi to jest pewien problem. Za komuny odmowę wydania paszportu można było otrzymać z powodów wymienionych  w ustawie. Ostatni z punktów brzmiał: „i z innych ważnych przyczyn”.

W Rozdziale II w Sekcji 1 ACTA jest Artykuł 6, który zapewnia „dostępność środków doraźnych zapobiegających naruszeniom i środków odstraszających od dalszych naruszeń” oraz stanowi, że żadne postanowienie umowy „nie może być interpretowane w taki sposób, aby nakładało na Stronę wymóg pociągania swoich urzędników do odpowiedzialności za działania podjęte w związku z wypełnianiem ich urzędowych obowiązków”. Po co więc nasz rząd tak się trudził w poprzedniej kadencji z nakładaniem na urzędników odpowiedzialności za skutki ich bezprawnych decyzji? Na mocy umowy ACTA żadna odpowiedzialność im nie grozi.

Co do zasady nie mam nic przeciwko, tylko dlaczego odszkodowanie za spowodowanie czyjejś śmierci lub kalectwa ma nadal odbywać się według polskich standardów, a odszkodowanie za naruszenie własności intelektualnej według standardów amerykańskich?
Jest też Art. 12, który brzmi tak:„Każda strona przyznaje swoim organom sądowym prawo zastosowania środków tymczasowych bez wysłuchania drugiej strony w stosownych przypadkach, a szczególności, gdy jakakolwiek zwłoka może spowodować dla posiadacza praw szkodę nie do naprawienia lub gdy istnieje możliwe do wykazania niebezpieczeństwo, że dowody zostaną zniszczone (…) Każda Strona przyznaje swoim organom sądowym prawo do podejmowania natychmiastowego działania w odpowiedzi na wniosek o zastosowanie środków tymczasowych…” Bez wysłuchania drugiej strony? [..]

W Art. 28 jest taki oto pasus: „Każda strona ma wspierać „tworzenie i utrzymanie formalnych i nieformalnych mechanizmów, takich jak grupy doradcze, w ramach których jej właściwe organy mogą poznać opinie posiadaczy praw i innych odpowiednich zainteresowanych stron”. Nieformalne mechanizmy? W państwie prawa???

Na mocy Art. 36 powołany został „Komitet ACTA”, który będzie „dokonywał przeglądu wdrażania i funkcjonowania umowy” oraz „rozważał kwestie związane z jej rozwojem”. Każda Strona ma być reprezentowana w Komitecie – ale autorzy nie przewidzieli jak.
Należy domniemywać, że każda ma po jednym przedstawicielu, ale nie jest to jasno wyartykułowane. Ciekawostką jest, że nie wiadomo kto pokrywał będzie koszty działania Komitetu. Uznano ten szczegół za nieważny??? Ale Komitet ACTA zalicza się chyba do tych „formalnych”. Więc tym bardziej ciekawe, jakie to będą „nieformalne”?[...]
Moim zdaniem najistotniejszy jest Artykuł 27, który przewiduje, że „każda Strona zapewnia w swoim prawie dostępność procedur dochodzenia i egzekwowania, tak aby umożliwić skuteczne działania przeciwko naruszaniu praw własności intelektualnej, które odbywa się w środowisku cyfrowym w tym doraźne środki zapobiegające naruszeniom i środki odstraszające od tych naruszeń (…) które może obejmować bezprawne wykorzystanie środków powszechnego rozpowszechniania w celu dokonania naruszeń…”

Umowa nie określa co jest, a co  nie jest „własnością intelektualną” –Czym innym jest sytuacja, gdy ktoś w garażu na koszulki naszywa trzy paski – co przez lata było nagminnym
naruszaniem praw Adidasa, a czym innym jest próba tworzenia, na przykład, nowych lekarstw, które mogą, ale wcale nie muszą, naruszać cudze patenty, albo rozpowszechniania różnych treści. Bo jak ktoś z Państwa wrzuci niniejszego posta na Wykop, albo na Face, to na podstawie literalnego brzmienia tak skonstruowanego przepisu przysługiwać mi będzie prawo wsadzenia Was do ciupy! I jeszcze mogę wziąć sobie amerykańskiego adwokata i będziecie musieli ponieść koszty jego honorarium.  

A jak podam link do jakiejś strony nie wiedząc, że jej administrator „dokonał naruszenia” to mogą wpaść mi do chałupy „bez wysłuchania” moich racji i zarekwirować laptopa. I proszę nie zapewniać, że tego na pewno nie zrobią. Bo jak mogą, to kiedyś w końcu zrobią."

 Cytat przydługi, ale pan Robert Gwiazdowski wie, co pisze. Mnie zafascynowała sprawa inna. Wczoraj z okien magistratu widziałam olbrzymie tłumy młodych ludzi, którzy się zorganizowali na portalach społecznościowych. Udział zgłosiło 30 tysięcy, a przyszło połowa, ale jest to wynik imponujący. Generał Jaruzelski wyłączał telefony, aby ludzie w czasie stanu wojennego nie mogli sie kontaktować. Tutaj wystarczyło parę dni. I ci wszyscy młodzi, o których się mówi, że im się nie chce wyjść z domu ponieważ  komunikują się ze światem właśnie za pomocą facebooka - zdecydowali się wyjść i zaprotestować. Zrobiło to na mnie nisamowite wrażenie. Jesli nie doceni się siły tkwiącej w możliwościach istniejących w takim komunikowaniu się młodych ludzi i w nich samych - to ci, którzy tego nie docenią - nie mają szans w przyszłości. Przyszłość, jak się okazało, to nie tylko świat wirtualny w komputerach, ale źródło komunikacji i impuls do działania .

 Działania  n i e w i r t u a l n e g o, ale w realu.

 

 

14:00, ziemia8
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Według wstępnych danych GUS podsumowujących budownictwo mieszkaniowe w 2011 r., najwięcej  - 55,4 proc. zbudowali inwestorzy indywidualni. Budownictwo komunalne jest na szarym końcu.Według wstępnych danych GUS w 2011 r. budownictwo komunalne, społeczne czynszowe i zakładowe oddało do użytkowania w ciągu dwunastu miesięcy 2011 r. łącznie 4 666 mieszkań, tj. o 31,8 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2010r.

W okresie tym w budownictwie komunalnym oddano do użytkowania 2449 mieszkań (o 28,3 proc. mniej niż przed rokiem), w budownictwie społecznym czynszowym 1881 mieszkań (o 39,9 proc. mniej), a w zakładowym  - 336 mieszkań, tj. o 15,9 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2010 r.

22:25, ziemia8
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2012

Ośrodek Rozwoju Edukacji opracował raport z wnioskiem, by jedna osoba nie mogła rządzić szkołą dłużej niż dwie kadencje. Dokument, który w lutym zostanie przedstawiony MEN, wywołał burzę w Krakowie.
Siedzenie latami na tym samym stołku jest demoralizujące. Blokuje pomysły i
inwencję. A jeśli ktoś dobrze zarządza szkołą, tym bardziej po dziesięciu latach
pracy można mu powierzyć stanowisko dyrektora w innej placówce. Jest szansa, że znów odniesie sukces. Autor raportu ORE proponuje też inne zmiany, m.in.: konieczność przejścia przez dyrektorów szkoleń menedżerskich wzorowanych na MBA czy pozbawienie ich przywilejów wynikających z Karty nauczyciela. Dyrektor zatrudniony jako pracownik samorządu, a nie nauczyciel, staje się osobą "z zewnątrz", trzeźwiej patrzącą na szkolną rzeczywistość. Jestem zwolenniczką tego typu zmian. Istnieją od zawsze na uczelniach, gdzie dyrektorzy, dziekani, a nawet rektorzy mają możliwość pracy dwie kadencje i uczelnie istnieją, działają i nikt nie proponowałby, aby je zmienić .

Mam nadzieję, że kadencyjność stanie się zasadą, która będzie także towarzyszyła wyborom prezydentów, posłów, radnych. Sama wiem, z własnego doświadczenia, że tak być powinno. Pisałam o tym w tym miejscu wielokrotnie.

20:03, ziemia8
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 200